Rząd Argentyny musi w środę osiągnąć porozumienie z grupą amerykańskich funduszy inwestycyjnych. Jeżeli rozmowy ostatniej szansy zakończą się fiaskiem, Argentyna stanie się niewypłacalna - po raz drugi w ciągu 13 lat.Argentyna ogłosiła w poniedziałek, że zgodnie z porozumieniem zawartym w maju tego roku z Klubem Paryskim (nieformalna grupa wysokich urzędników do spraw finansów reprezentująca 19 najbogatszych krajów świata) spłaciła pierwszą ratę swego zadłużenia międzynarodowego. W komunikacie ministerstwa finansów poinformowano, że na konta krajów-wierzycieli należących do Klubu przelano 642 mln dolarów. Resort przypomniał również, że zgodnie z porozumieniem zawartym 29 maja tego roku Argentyna zobowiązała się do spłaty 9,7 mld dolarów w ciągu pięciu lat. Kolejna transza, opiewająca na pół miliarda dolarów, ma być uregulowana w maju przyszłego roku.
Wszystko więc, przynajmniej na pierwszy rzut oka, jest w jak najlepszym porządku. Państwo, które w 2001 roku przestało regulować swoje międzynarodowe należności - w trakcie jednego z największych kryzysów gospodarczych w swojej historii - rzetelnie spłaca długi. Niestety, to pozory i gra negocjacyjna. Głównym problemem Argentyny jest teraz jej dług nie wobec państw, ale wobec zagranicznych inwestycji finansowych.
"Sępie fundusze" - prawdziwy problem
Władze w Buenos Aires po kilkuletnich walkach sądowych z finałem przed amerykańskim sądem najwyższym przegrały proces z grupą funduszy inwestycyjnych specjalizujących się w inwestowaniu w obligacje krajów-bankrutów. "Sępie fundusze", jak dość bezpośrednio nazywa się je w slangu giełdowym, domagają się od Argentyny wypłaty około 1,6 mld dolarów tytułem wykupu posiadanych przez nie argentyńskich obligacji.
Kupiły je w minionych latach za grosze i nie zaakceptowały warunków restrukturyzacji zadłużenia, które rząd w Buenos Aires zaproponował wszystkim wierzycielom w 2005 i w 2010 roku. Wtedy Argentyńczycy chcieli wykupić swój dług za jedną trzecią jego nominalnej wartości. I większość wierzycieli - 93 proc. - zaakceptowała te warunki. "Sępie fundusze" - na czele NML Capital Limited i Elliot Management Corporation - domagają się zwrotu całości długu, a nie 33 proc. jego wartości.
W środę mija termin wypłaty kolejnej raty przez Argentynę wierzycielom, którzy zgodzili się na wspomniane warunki restrukturyzacji - dostają w ratach jedną trzecią kupionych kiedyś obligacji. Tymczasem amerykański sędzia okręgowy Thomas Griesa nakazał, że przed tą płatnością Argentyńczycy powinni najpierw zapłacić 100 proc. długu plus odsetki "sępim funduszom".
Argentyna nie chce tego zrobić - uważa, że jak to zrobi, otworzy się puszka Pandory. Będą kolejne pozwy i kolejne odszkodowania. Argentyńczycy szacują, że na kwotę około 15 mld dolarów. Przedstawiciele wierzycieli mówią o około 10 mld dolarów.
Argentyna gra ryzykownie
Prawdopodobnie w środę w Nowym Jorku dojdzie do spotkania ostatniej szansy pomiędzy przedstawicielami Argentyny i wysłannikami "sępich funduszy". W tym celu do Stanów miał się wybrać argentyński minister finansów. Jednak nadzieja, że dojdzie do bezpośrednich rozmów i uda się uniknąć bankructwa Argentyny, topnieje. W poniedziałek 57 proc. ankietowanych przez agencję Jefferies inwestorów uważało, że Argentyna zbankrutuje. Obligacje argentyńskie są słabo wyceniane - każde 100 dolarów długu Argentyny jest teraz na rynkach warte nieco ponad 81 dolarów. W dodatku tanieją już od ponad pięciu tygodni.
Argentyna gra obecnie ryzykownie. Z jednej strony Jorge Capitanich, argentyński szef gabinetu, mówił w poniedziałek w Pałacu Prezydenckim w Buenos Aires, że jego państwo dąży do uczciwego porozumienia ze wszystkimi wierzycielami, a z drugiej strony przypominał, że ewentualne bankructwo nie będzie miało większego znaczenia dla większości Argentyńczyków.
- Nie łączy się bezpośrednio z poziomem aktywności gospodarczej - powiedział.
Poza tym wspomniał, że Argentyna ma dodatni bilans handlowy - nie potrzebuje więc na gwałt dewiz, w domyśle - nowych kredytów. I ma podpisane solidne umowy inwestycyjne z Chinami.
Kondycja gospodarcza Argentyny jest jednak daleka od dobrej. Głównym problemem jest wysoka inflacja - dane oficjalne mówią o 15 proc. Opozycyjni wobec rządu Cristiny Kirchner ekonomiści uważają jednak, że jest nawet dwa razy wyższa - rząd ich zdaniem manipuluje liczbami.
Kraj balansuje na granicy recesji - gospodarka w tym roku ma urosnąć o skromne 0,1 proc.
Źródło: wyborcza.biz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz